Magdalena Szpunar
Wy¿sza Szko³a Informatyki i Zarz¹dzania w Rzeszowie
Tytu³ artyku³u œwiadomie parafrazuje s³owa z Ody do m³odoœci Adama Mickiewicza, gdy¿ wydaje siê, i¿ telewizja sta³a siê obecnie protez¹, bez jakiej niemal niemo¿liwy by³by – w wielu przypadkach – jakikolwiek ogl¹d œwiata.
Niejednokrotnie podkreœlano znaczenie mediów we wspó³czesnym spo³eczeñstwie. Media, do niedawna nazywane czwart¹ w³adz¹, dawno ju¿ wysz³y przed szereg, wiod¹c prymat na czele peletonu informacyjnego. To, czego nie dostrzeg¹ media, na czym nie zogniskuj¹ uwagi, nie istnieje dla nas w ogóle, staje siê przezroczyste i niedostrzegalne. Czasem banalne problemy staj¹ siê szczególnie wa¿kimi, a te wa¿kie gdzieœ ulatuj¹, bo media nie rzuci³y na nie swoich kamer.
Odwracaj¹c tê relacjê, media nastawione na masowego, niewymagaj¹cego odbiorcê, nie sil¹ siê nawet na ambicjê, wyrównuj¹c poziom do obowi¹zuj¹cej œredniej. Czêsto telewizjê okreœla siê jako orê¿ maj¹cy s³u¿yæ intelektualnemu obezw³adnieniu, praniu mózgów, indoktrynacji i narzucaniu bezmyœlnego konformizmu[1]. Sama nazwa mass media jednoznacznie okreœla masowoœæ mediów, a nie ukierunkowanie na specyficznie potrzeby jednostki. I nie bardzo pomog¹ tutaj zabiegi powo³ywania specjalnych kana³ów tematycznych, jak chocia¿by „Kultura”, która mia³a staæ siê enklaw¹ kulturaln¹ wy¿szych sfer. Niestety, mamy tutaj do czynienia z próbami sztucznego tworzenia pewnych miejsc dla ludzi o wysublimowanych gustach estetycznych, tworzy siê wiêc kolejne getto dla ludzi bardziej wymagaj¹cych[2]. Sfera publiczna zosta³a poddana procesowi mediatyzacji, gdzie œrodki przekazu sta³y siê g³ównym elementem ¿ycia spo³ecznego i elementem konstytutywnym ¿ycia politycznego. Popularnoœæ wielu polityków t³umaczy siê g³ównie ich popularnoœci¹ medialn¹, zgodnie z zasad¹: „nie istniejesz w mediach – nie istniejesz w ogóle”. Jak zauwa¿a Elihu Katza, zdarzenia mog¹ zaistnieæ tylko dziêki temu, ¿e „widaæ je w telewizji”[3]. Tomasz Goban-Klas, powo³uj¹c siê na Waltera Lippmanna, zauwa¿a, ¿e wiele informacji i obrazów, jakie przetwarza nasz mózg, pochodzi z mediów i niewielu z nas staæ na zdobycie wa¿nej informacji bez pomocy mediów[4].
Wiadomoœci p³yn¹ce z ekranów telewizyjnych, szczególnie te dotycz¹ce ¿ycia politycznego, rzadko kiedy maj¹ neutralny charakter. Jak zauwa¿a Alvin Toffler, niemal nic nie jest neutralne wobec w³adzy, wiêkszoœæ danych, informacji kr¹¿¹cych po agendach rz¹dowych jest poddawana takiej obróbce, ¿e trudno dotrzeæ do drugiego dna otrzymanej wiadomoœci[5]. W polityce nie chodzi jednak o ukazanie prawdy, a tylko i wy³¹cznie o uzyskanie i utrzymanie w³adzy – podejmowane decyzje opieraj¹ siê nie na „obiektywnych” prawdach, a jedynie na konflikcie si³, z których ka¿da realizuje jedynie w³asny interes[6].
¯ycie polityczne zostaje poddane wszechobecnej mediatyzacji. George Thoveron zauwa¿a, i¿ dziêki telewizji kampanie wyborcze i ¿ycie polityczne staj¹ siê niekoñcz¹cym siê serialem telewizyjnym, w którym to politycy odgrywaj¹ role g³ównych bohaterów[7]. Zwolennicy mediatyzacji podkreœlaj¹ mo¿liwoœci szerokiej prezentacji i wymiany argumentów, zaœ przeciwnicy dostrzegaj¹ jedynie zubo¿enie dyskusji i zredukowanie ¿ycia politycznego do jeszcze jednej gry, maj¹cej dostarczyæ rozrywki[8]. Jedno jest pewne – aktorzy polityczni nie maj¹ wielkiego wyboru, s¹ skazani na korzystanie z mediów. T. Goban-Klas zauwa¿a, ¿e politycy krocz¹ na pasku mediów, bowiem walcz¹ o rozg³os i uznanie, a tylko media mog¹ go zapewniæ. Przegl¹d prasy staje siê obowi¹zkow¹ lektur¹ ministrów, a nawet podstaw¹ do podjêcia konkretnych dzia³añ[9]. Stosunek ten mo¿na okreœliæ jako symbiozê. Niektórzy aktorzy pozywaj¹ do s¹du tabloidy, które niszcz¹ ich ¿ycie prywatne, a potem ¿a³uj¹ powziêtej decyzji, gdy¿ skazane zostaj¹ na swoist¹ œmieræ medialn¹. O ile media mog¹ obyæ siê bez polityków, koncentruj¹c siê na tematyce spo³ecznej, obyczajowej, partie polityczne i politycy musz¹ zdobywaæ zainteresowanie mediów, by unikn¹æ marginalizacji. Pozyskanie mediów staje siê nierzadko wa¿niejsze, ni¿ pozyskanie samych wyborców[10].
Metafora „¿ycia na ekranie” lub „poprzez ekran”[11] na sta³e wtargnê³a do naszego ¿ycia i trudno dzisiaj wyobraziæ sobie ¿ycie w œwiecie bez ekranów. Sytuacja komunikacyjna zmienia siê diametralnie, najwa¿niejsza staje siê komunikacja face-to-monitor i nie wa¿ne, czy mam tutaj do czynienia z telewizyjnym ekranem czy monitorem komputera. Owa mediatyzacja istnienia prowadzi w konsekwencji do – u¿ywaj¹c s³ów Piotra Zawojskiego – „bycia poprzez medium” i wejœcia w obszar teleobecnoœci.
Wspó³czesny cz³owiek to homo zappiens[12] sprawnie operuj¹cy telewizyjnym pilotem. W³¹czony od rana do wieczora telewizor staje siê w wielu domach naturalnym elementem rodzinnego krajobrazu i nie wy³¹cza siê go nawet wtedy, gdy rozmawia siê ze sob¹. Wa¿ne jest to, by pozostawaæ w przestrzeni lampy kineskopowej, byæ w blasku lampy i ekranu – jak to okreœla Alicja Kisielewska[13]. Ów nieznacz¹cy nic ha³as telewizyjnego odbiornika za uchem staje siê na tyle znacz¹cy, ¿e trudno bez niego ¿yæ, bowiem pozostaje martwa cisza, któr¹ trudno czymkolwiek wype³niæ. Zabiegani, sfragmentaryzowani pomiêdzy œwiatem domowym a œwiatem pracy, nie bardzo wiemy, jak ow¹ pustkê wype³niæ, a telewizor w roli owego wype³niacza sprawdza siê doskonale. Siedzimy przecie¿ obok siebie na jednej kanapie i mamy nieodparte wra¿enia bycia razem. I choæ przebywamy w jednej przestrzeni, tak naprawdê jesteœmy osobno, bowiem trwamy w interakcji face-to-monitor. Odbiornik telewizyjny w naszych domach zajmuje z regu³y miejsce centralne, staje siê centrum, wokó³ którego organizuje siê domowe ¿ycie. Nierzadko wpatrzeni w ekran spo¿ywamy posi³ki.
Owo ¿ycie na ekranie w oczywisty sposób nie omija równie¿ polityków. Na ekranach telewizorów odbywa siê swoisty show, którego apogeum przypada na okres wyborów. Ca³y sztab specjalistów od wizerunku pracuje nad imagem danego polityka, by wypad³ on w konfrontacji ze swoim konkurentem jak najlepiej. Politycy obdarzeni niskim wzrostem stawiani s¹ na specjalnych podwy¿szeniach, a specjaliœci z zakresu grafiki komputerowej retuszuj¹ wszystkie niedoskona³oœci urody, by efekt koñcowy by³ bliski idea³u. Kandydat ubiegaj¹cy siê o jakikolwiek urz¹d polityczny otacza siê ca³ym sztabem specjalistów od kreowania wizerunku, strategami planuj¹cymi kampaniê, badaczami opinii spo³ecznej nawet kosztem utraty to¿samoœci czy k³amstwa. Owo przeplatanie siê elementów fikcyjnych z rzeczywistymi sprawia, ¿e œwiat polityki bywa nazywany scen¹ polityczna, a sami politycy – aktorami[14]. Partie polityczne s¹ skazane na poœrednictwo medialne, staj¹ siê niemal zak³adnikami mediów, szczególnie w krajach postkomunistycznych, gdzie dotarcie do potencjalnych odbiorców jest utrudnione[15]. Jak ktoœ kiedyœ zauwa¿y³, w przypadku polityków nie jest wa¿ne, jak siê o nich pisze, wa¿ne, ¿e pisze siê w ogóle.
Wybory i zachowania wyborcze przesta³y stanowiæ domenê polityków i ca³ej sfery zwi¹zanej z aparatem w³adzy. Jednym z priorytetowych elementów, jakie winni prezentowaæ kandydaci, jest ich w³asny wizerunek, nierzadko po stokroæ wa¿niejszy ni¿ to, co kandydaci maj¹ do zaproponowania. Elementem wizerunku jest tak¿e jêzyk cia³a, na który sk³ada siê kontakt wzrokowy, mimika, wyraz twarzy, ruchy ramion i cia³a, postawa, kontakt fizyczny, sposób ubierania siê, gesty, intonacja g³osu – wskazuje Jaros³aw Zieliñski. Jego zdaniem, wizerunek mo¿e byæ w³aœciwie ca³kowicie wykreowany sztucznie[16]. Charakter wypowiedzi, zdjêcia czy relacje filmowe maj¹ uwypukliæ to, co kandyduj¹cy chcia³by wyeksponowaæ, skrzêtnie zaœ skrywa siê to, o czym kandydat wola³by nie mówiæ.
Zgodnie z definicj¹ marketing polityczny ma siê zajmowaæ promocj¹ konkretnego zamierzenia politycznego, np. w postaci programu wyborczego[17]. Jedn¹ z trafniejszych definicji marketingu politycznego odnaleŸæ mo¿na u Jerzego Muszyñskiego, który definiuje tê kategoriê poprzez mo¿liwoœæ skutecznego narzucania przez jednych ludzi swojej woli innym ludziom. Jak podkreœla autor, poszczególne sk³adowe tej definicji, tj. narzucanie woli, skutecznoœæ owej ekspresji oraz mo¿liwoœæ okreœlonego dzia³ania w³adczego, winny wystêpowaæ ³¹cznie, gdy¿ brak któregokolwiek z nich deprecjonuje ten spo³eczny fenomen[18].
Jak s³usznie zauwa¿a A. Toffler w Zmianie w³adzy, ¿ycie gospodarcze wydaje z siebie produkty i zyski, nietrudno jednak zauwa¿yæ, i¿ staje siê zarazem popularn¹ form¹ teatru. Podobnie jak teatr, ma ono swoich bohaterów, z³oczyñców, dramaturgiê, a tak¿e swe gwiazdy[19]. Jak wskazuje Pawe³ Œpiewak, media u³atwiaj¹ lub utrudniaj¹ politykom realizacjê ich misji, uwa¿aj¹c, i¿ „dziœ œwiatowy standard jest taki, ¿e ka¿dego polityka otacza grupa ekspertów od mediów, którzy kreuj¹ jego wizerunek polityczny. I ¿adna wypowiedŸ publiczna, ¿adne publiczne pojawienie siê nie ma charakteru spontanicznego, tylko jest zorientowana na cel”[20]. Politycy stali siê bardziej pragmatyczni, wra¿liwi na nastroje spo³eczne i potrzeby obywateli (przynajmniej na czas kampanii wyborczej), to wyborcy bowiem decyduj¹ o utrzymaniu siê polityka na scenie politycznej lub zwyciêstwie nowo wschodz¹cej gwiazdy[21]. Uœwiadomiono sobie, ¿e nie jest mo¿liwe wygranie wyborów parlamentarnych, czy prezydenckich bez pomocy marketingu.
Analogicznie do walki o konsumenta, w przypadku walki o g³osy wyborcze g³ówn¹ lini¹ frontu jest œwiadomoœæ wyborcy, gdzie politycy tocz¹ walkê na wizerunki – marketing polityczny w³aœciwie wykorzystuje takie same narzêdzia jak marketing komercyjny. W przypadku kampanii komercyjnej priorytetem staje siê cena produktu, jego dostêpnoœæ, zapotrzebowanie, natomiast w przypadku wizerunku kampanii wyborczej niemal tylko i wy³¹cznie wykreowany wizerunek polityka. Wizerunek polityka stanowi zasadnicze kryterium dokonywania finalnej transakcji w postaci „zakupu” przez nas danego polityka, czyli oddania na niego g³osu w lokalu wyborczym[22]. Parafrazuj¹c s³owa Macieja Grabowskiego, marki produktów komercyjnych wywo³uj¹ mniej emocji ni¿ produkty-politycy. O jednej z najpopularniejszych marek œwiata, Coca-Coli, pisze siê niewiele, zaœ o politykach, których twarze rozpoznaje w¹ski kr¹g zainteresowanych polityk¹, pisze siê codziennie. Zakaz reklamy porównawczej sprawia, ¿e marki nie atakuj¹ siê prawie w ogóle, zaœ politycy robi¹ to nagminne, niejako wpisuj¹c walkê jako czêœæ kampanii wyborczej. „Sprzeda¿” polityka jest wiêc bardziej agresywna, krótsza w realizacji, ni¿ projekty sprzeda¿y marek[23]. Jak zauwa¿a Wojciech Cwalina i Andrzej Falkowski, jednym z najbardziej charakterystycznych elementów wspó³czesnych kampanii wyborczych jest wykorzystywanie reklam negatywnych. Sztaby wyborcze zatrudniaj¹ specjalistów od „badañ nad przeciwnikiem” zwanych oppo, od angielskiego terminu opposition research, a ich zadanie sprowadza siê do tego, aby dotrzeæ do informacji, które mog¹ zaszkodziæ konkurencyjnemu kandydatowi[24].
Aby uzyskaæ przewagê nad konkurentami, prowadzi siê badania rynku politycznego i jego uczestników – nie wy³¹czaj¹c konkurencji, czyli kontrkandydatów – badania opinii i pogl¹dów. Prowadzi siê tak¿e badania efektywnoœci œrodków promocji i reklamy politycznej, które polegaj¹ na analizowaniu atrakcyjnoœci hase³, sloganów, doboru argumentów i budowy programów, poddaje siê tak¿e testowaniu u¿yte symbole i nazwy. Niezwykle istotn¹ kwesti¹ jest tak¿e badanie oporów i w¹tpliwoœci potencjalnego elektoratu[25]. Rynek marketingu politycznego przekszta³ci³ siê w rozbudowany, wyspecjalizowany aparat – mo¿na by powiedzieæ, ¿e z wiejskiego sklepiku sta³ siê wielkim hipermarketem, gdzie konsumenci dokonuj¹ transakcji kupna-sprzeda¿y w postaci dokonania wyboru politycznego, a w konsekwencji zag³osowania na okreœlonego kandydata. Niestety, potencjalny wyborca jest postawiony na nieco straconej pozycji w stosunku do tradycyjnego klienta, gdy¿ w³aœciwie nie zachowuje prawa do reklamacji, a¿ do nastêpnych wyborów.
Za³o¿enia ankiet oraz sonda¿y, sposób konstruowania pytañ w badaniach politycznych, jak i rynkowych jest zbli¿ony. Bada siê pozycjê, wizerunek oraz segment rynku – w tym przypadku wyborców, pozycjê zleceniodawcy – polityka oraz jego konkurentów. W tym celu stosuje siê g³ównie sonda¿e, badania fokusowe, a tak¿e wywiady pog³êbione. Jak podkreœla Dariusz Ostrowski, sonda¿e wyborcze s¹ istotnym elementem, nagminnie wykorzystywanym jako element gry wyborczej i propagandy[26]. Trywialny wydaje siê fakt, i¿ prognostyczny niski wynik wp³ywa demobilizuj¹co na wiêkszoœæ osób, gdy¿ nie chcemy stawiaæ na przegranego „konia”. Oczywiœcie, u czêœci osób taki fakt wp³ywa mobilizuj¹co i udaj¹ siê oni do urn wyborczych, gdy¿ wydaje im siê, i¿ w iloœci si³a, a ka¿dy g³os bywa na wagê z³ota, o czym przekonaliœmy siê w niejednych wyborach. D. Ostrowski wskazuje, i¿ biznesmeni w³aœciwie sponsoruj¹ kampanie zwyciêzców, a nie outsiderów z ostatnich miejsc. W mediach pojawiaj¹ siê liczne sonda¿e polityczne przez media komentowane, które dla elit politycznych staj¹ siê wa¿kim Ÿród³em wiedzy – ju¿ samo ich publikowanie staje siê wydarzeniem politycznym samym w sobie[27].
Niestety, jak zauwa¿a A. Toffler, w czasach, w których jesteœmy wrêcz bombardowani rywalizuj¹cymi obrazami, symbolami i „faktami”[28], niezwykle trudno odró¿niæ ziarno od plew i oceniæ prawdziwoœæ serwowanych przez media informacji. Tego typu sytuacja inicjuje powstawanie infotaktyki, polegaj¹cej na manipulacji informacjami w momencie zanim jeszcze trafi¹ one do mediów. Infotaktyka podwa¿a zasadnicze fundamenty demokracji, w³¹cznie z prawem opinii publicznej do informacji, a takie kategorie jak „rz¹d otwarty” czy „œwiadomi obywatele”, pozostaj¹ jedynie pustos³owiem[29]. A. Toffler dokonuje klasyfikacji tricków s³u¿¹cych modelowaniu okreœlonych wiadomoœci, pozwolê sobie kilka z nich przytoczyæ[30]:
· taktyka pominiêcia: informacje polityczne s¹ jeszcze bardziej œwiadomie wybiórcze ni¿ inne informacje, zazwyczaj informacje te zwieraj¹ dziury, usuwa siê z takich informacji te fragmenty, które s¹ wa¿ne lub pozwalaj¹ zachowaæ obiektywizm,
· taktyka uogólniania: szczegó³y mog¹ce prowadziæ do opozycji biurokratycznej zastêpuje siê b³yskotliwa abstrakcj¹,
· taktyka kroplomierza: dane, informacje i wiedza s¹ wydzielane ma³ymi porcjami w ró¿nym czasie, by zniwelowaæ dramaturgiê wydarzeñ politycznych, a odbiorca nie dostrzega zwi¹zków miêdzy nimi,
· taktyka zalania: w momencie, kiedy ktoœ uskar¿a siê na s³abe poinformowanie, wysy³a siê tyle informacji, ¿e nie jesteœmy w stanie ich skonsumowaæ, w psychologowie nazywaj¹ ten efekt szumem informacyjnym,
· taktyka zas³ony dymnej: rozpowszechnia siê mnóstwo mglistych pog³osek, a wœród nich równie¿ informacje prawdziwe, odbiorca nie jest w stanie odró¿niæ faktów od plotek,
· taktyka uderzenia od ty³u: nakazuje siê rozg³oszenie nieprawdziwej informacji za granic¹, która potem jest podchwycona i przedrukowana w kraju, trickiem tym pos³uguje siê wywiad i agencje propagandowe,
· taktyka wielkiego k³amstwa: gigantyczne k³amstwo jest bardziej wiarygodne ni¿ mnóstwo drobnych k³amstewek,
· taktyka odwracania: stosowanie jej polega na budowaniu ca³kowitego przeciwieñstwa pierwotnych treœci.
Niestety, rzetelne dziennikarstwo ulega deformacji, miast informowaæ o problemach teraŸniejszoœci, zamienia informacjê w towar i uatrakcyjnia newsy kosztem sp³ycenia problemów, o jakich traktuj¹[31]. Obecnie w telewizji promuje siê jedynie szybkoœæ, a nie g³êbok¹ myœl – w ró¿norakich quizach wygrywa nie najg³êbsza myœl, lecz palce najszybciej naciskaj¹ce guzik, szybkoœæ reakcji liczy siê bardziej ni¿ posiadane zasoby wiedzy[32].
Bardzo czêsto uprawia siê „szybk¹ publicystykê”, która byæ mo¿e czasem wynika z presji czasu, a czasem to efekt niedouczenia dziennikarzy, którzy nic nie wiedz¹c o problemie[33], udaj¹ siê na wywiad lub co gorsze wykonuj¹ jedynie telefon do osoby, od której chc¹ uzyskaæ jakieœ informacje. Niestety, jak zauwa¿a Bohdan Ja³owiecki, czêsto bywa tak, ¿e najpierw pojawia siê komentarz, a dopiero potem zapoznaje siê czytelnika czy odbiorcê z faktami. Ktoœ kiedyœ ¿artobliwie powiedzia³, ¿e gazeta mo¿e zabiæ zarówno muchê, jak i polityka.
Alienacjê w³adzy od spo³eczeñstwa podsycaj¹ dziennikarze nie tylko poprzez sensacyjne informacje o niemoralnym ¿yciu polityków, ale tak¿e ukazuj¹c rozdŸwiêk pomiêdzy szarymi obywatelami wystêpuj¹cymi w roli „my” i „oni” – czyli chciwa skorumpowana w³adza, wyzyskuj¹ca przeciêtnego Kowalskiego[34]. Obna¿anie wad czy wrêcz g³upoty polityków ma swoje mocne i s³abe strony. Polacy przekonuj¹ siê, ¿e politycy s¹ takimi samymi ludŸmi jak oni i tak samo pope³niaj¹ b³êdy. Nierzadko wrêcz chc¹ patrzeæ na rêce tym, których wybrali, a jedynym sposobem jest „dziennikarski” controlling. Z badañ przeprowadzonych przez CBOS w 2003 r. wynika, ¿e 59% ankietowanych uwa¿a, i¿ dziennikarze powinni ujawniaæ spo³eczeñstwu ciemne strony polityki, np. afery korupcyjne, wspó³pracê polityków z biznesem lub wspó³pracê z by³ymi s³u¿bami bezpieczeñstwa. Co trzeci respondent twierdzi, ¿e powinni ujawniaæ tego typu sprawy tylko i wy³¹cznie wtedy, kiedy s¹ ju¿ one potwierdzone. Tylko 1% badanych jest przeciwny ujawnianiu tego typu spraw przez dziennikarzy[35].
Rys. 1. Rozk³ad odpowiedzi na pytanie „Czy dziennikarze powinni ujawniaæ ciemne strony polityki?”.

�ród³o: Opracowanie w³asne na podstawie: M. Skrzeszewski, op.cit.
Z drugiej strony, wyborcy od polityków wymagaj¹ uczciwoœci, ¿ycia w zgodzie z zasadami moralnymi. Zbyt czêste uchybienia aparatu w³adzy budz¹ wœród ludzi niechêæ, a w konsekwencji separowanie siê i apatiê wobec ¿ycia politycznego. Gor¹c¹ jeszcze aferê goni nowa, kolejna, bardziej sensacyjna – w roli g³ównej jak zazwyczaj polityk. O ile dziennikarzem kieruj¹ wy³¹cznie pobudki ujawnienia prawdy, wszystko jest w porz¹dku. Problem zaczyna siê w momencie, kiedy dziennikarz chce kogoœ pogr¹¿yæ lub dzia³a wy³¹cznie w swoim partykularnym interesie, ¿ongluj¹c faktami i przedstawiaj¹c informacje stronniczo. Przedstawianie informacji przez dziennikarzy z pewnoœci¹ ma charakter selektywny. O ile prokuratura czy s¹d zmuszone s¹ prowadziæ ¿mudne, d³ugotrwa³e postêpowanie prowadz¹ce do odkrycia prawdy, media przechodz¹ lekko od skandalu do skandalu, nie s¹ zmuszone bowiem do stosowania formalnych procedur postêpowania[36]. Dziennikarz wrêcz kojarzony jest z odkrywaniem nowych afer – „jakby nie chodzi³o o podanie informacji, tylko o rozbudzenie ciekawoœci, a potem jej zaspokojenie (zreszt¹ powierzchowne, wrêcz emocjonalne, czasem na poziomie najni¿szych instynktów)”[37]. Szybkoœæ przekazu powoduje, ¿e promuje siê banalne myœli, nieprowokuj¹ce do myœlenia, gdy¿ niczym aksjomaty, nie potrzebuj¹ dowodu[38].
Znaczna czêœæ dziennikarzy nie odró¿nia (œwiadomie b¹dŸ te¿ nie) komentarza od informacji, przekonani o niezwyk³ej misji swego zawodu pos³uguj¹ siê nierzadko k³amstwem, obraz¹ czy znies³awieniem[39]. Informacje s¹ sformu³owane w ten sposób, by mog³y uderzyæ z maksymaln¹ si³¹ i mog³y natychmiast znikn¹æ. By by³y dostrze¿one, musz¹ byæ wyraziste i szokuj¹ce, a czas ich ¿ycia jest niezwykle krótki, gdy¿ musz¹ ust¹piæ miejsca nowym, analogicznie szokuj¹cym newsom[40]. Oblicze dzisiejszej telewizji doskonale obrazuje slogan francuskiej sieci mediów RTL: „Informacja jest jak kawa: dobra wtedy, gdy gor¹ca i mocna”. Porz¹dek wystêpowania informacji nie ma znaczenia, mo¿na je niemal dowolnie tasowaæ[41]. Operacja plastyczna popularnej gwiazdy popu staje siê tak samo wa¿na jak zerwanie sejmowej koalicji. Trudno tutaj dostrzec jak¹œ logikê czy prawid³a kieruj¹ce selekcjonowaniem informacji. Te banalne i nieznacz¹ce staj¹ siê tak samo wa¿ne jak te, które decyduj¹ o losach kraju czy ¿yciu ludzi.
Dziennikarze niejednokrotnie podkreœlaj¹ swoje zas³ugi: „dziêki naszej publikacji…” i tu pojawia siê szereg wyliczeñ. S³usznie zauwa¿a T. Goban-Klas, ¿e dziennikarze wystêpuj¹ jako samozwañczy g³os opinii publicznej, stawiaj¹c miêdzy sob¹ a spo³eczeñstwem znak równoœci[42]. Nierzadko uprawiaj¹ przesadne moralizatorstwo, wystêpuj¹c w roli autorytetu wskazuj¹cego, co dobre, a co z³e[43]. Dziennikarze mog¹ pomóc wykreowaæ albo ca³kowicie zniszczyæ danego polityka. Nawet najbardziej k³amliwy paszkwil powtarzany po tysi¹ckroæ staje siê prawd¹, a ewentualne przeprosiny docieraj¹ do niewielu odbiorców b¹dŸ s¹ traktowane jako typowo formalno-grzecznoœciowe. Sprostowania zamieszcza siê zazwyczaj na ostatnich stronach gazety, jak najmniejsz¹ czcionk¹, opatruj¹c dodatkowo takim komentarzem redaktora, ¿e ma siê wra¿enie, ¿e nadal racjê mia³ tylko i wy³¹cznie dziennikarz.
Jak wiêc spo³eczeñstwo ocenia dziennikarzy? Stosunek Polaków do dziennikarzy mo¿na okreœliæ jako umiarkowany. Co drugi respondent jest zdania, ¿e wiêkszoœæ dziennikarzy jest rzetelna (46%), co pi¹ty uwa¿a, ¿e mniejszoœæ dziennikarzy jest rzetelna (21%), niemal tyle samo uwa¿a, ¿e owa rzetelnoœæ rozk³ada siê pó³ na pó³ (23%), a 10% nie ma zdania w tej kwestii[44].
Ryc. 2. Ocena rzetelnoœci dziennikarskiej.

�ród³o: Opracowanie w³asne na podstawie: M. Skrzeszewski, op.cit.
[1] Z. Bauman, Spo³eczeñstwo w stanie oblê¿enia, Sic!, Warszawa 2006, s. 184.
[2] Oczywiœcie pojawi¹ siê tutaj g³osy tych, którzy powiedz¹, ¿e telewizja, to nie tylko mierny poziom, bo przecie¿ funkcjonuje Discovery, National Geographic, warto jednak zwróciæ uwagê na to, jak niewielki procent publicznoœci ma dostêp do tych¿e programów, a po wtóre, ile osób je tak naprawdê ogl¹da.
[3] Z. Bauman, op.cit., s. 185
[4] T. Goban-Klas, Media i komunikowanie masowe, PWN, Warszawa 2004, s. 236.
[5] A. Toffler, Zmiana w³adzy, Zysk i S-ka, Poznañ 2003, s. 378
[6] Ibidem, s. 384.
[7] B. Dobek-Ostrowska, Podstawy komunikowania spo³ecznego, Astum, Wroc³aw, 1999, s. 129
[8] Ibidem, s. 129-130.
[9] T. Goban-Klas, Przesuniêcie centrum w³adzy: media jako pierwsza si³a systemu politycznego, [w:] Media lokalne a demokracja lokalna, red. J. Ch³opecki, R. Polak, Wyd. WSIiZ, Rzeszów 2005, s. 48.
[10] Ibidem, s. 55.
[11] P. Zawojski, Monitory miêdzy nami. O byciu razem i osobno w cyberprzestrzeni, [w:] Wiek ekranów. Przestrzenie kultury widzenia, red. A. GwóŸdŸ, P. Zawojski, Rabid, Kraków 2002, s. 423.
[12] K. Krzysztofek, Homo mobilis: style ¿ycia i aktywnoœci w spo³eczeñstwie informacyjnym, [w:] Polska w drodze do globalnego spo³eczeñstwa informacyjnego. Raport o rozwoju spo³ecznym, red. W. Cellary, Program Narodów Zjednoczonych ds. Rozwoju (UNDP), Warszawa 2002, s. 100.
[13] A. Kisielewska, We w³adzy ekranu, [w:] Wiek ekranów..., op.cit., s. 303.
[14] W. Cwalina, A. Falkowski, Marketing polityczny. Perspektywa psychologiczna, GWP, Gdañsk 2005, s. 147.
[15] T. Goban-Klas, op.cit., s. 54.
[16] J. Zieliñski, Wizerunek polityka, http://www.winter.pl/internet/w0730.html
[17] R. Smolski, M. Smolski, E.H. Stadtmüller, Edukacja obywatelska. S³ownik encyklopedyczny, Europa, Wroc³aw 1999.
[18] J. Muszyñski, Marketing polityczny, Wyd. WSZiM, Warszawa 1999, s. 15.
[19] A. Toffler, op.cit., s. 48.
[20] „Gazeta Wyborcza” z 20-21czerwca 1998 r., dodatek „Gazeta Œwi¹teczna”.
[21] W. Cwalina, A. Falkowski, op.cit.
[22] A. Gnat, To¿samoœæ a wizerunek polityka, „Advertising & You” 2002, nr 1.
[23] M. Grabowski, Marketing polityczny, http://www.kariera.korba.pl/swiat_kariery/11428,470,drukuj.html.
[24] W. Cwalina, A. Falkowski, op.cit., s. 11.
[25] D. Ostrowski, Badania rynku politycznego i badania reklamy w marketingu politycznym, http://dariusz_ostrowski.webpark.pl/badan.htm.
[26] Ibidem.
[27] B. Dobek-Ostrowska, Podstawy komunikowania spo³ecznego, Astum, Wroc³aw 1999, s. 133.
[28] A. Toffler, op.cit., s. 363.
[29] Ibidem, s. 364.
[30] Ibidem, s. 375-377.
[31] M. Jazdon, Obrazy przemocy w telewizyjnych serwisach informacyjnych, [w:] Przemoc na ekranie, red. M. Hendrykowski, M. Hendrykowska, Wyd. UAM, Poznañ, 2002, s. 100.
[32] Z. Bauman, op.cit., s. 188.
[33] Por. B. Ja³owiecki, Czy media zagra¿aj¹ demokracji? [w:] Media lokalne a demokracja lokalna, op.cit., s. 30.
[34] Ibidem, s. 23.
[35] M. Skrzeszewski, Czy Polacy ufaj¹ dziennikarzom?, Komunikat CBOS, BS/108/2003.
[36] Por. T. Goban-Klas, op.cit., s. 52.
[37] R. Adamski, Czy media lokalne s¹ œrodkami masowego przekazu?, [w:] Media lokalne a demokracja lokalna, op.cit., s. 93.
[38] Z. Bauman, op.cit., s. 188.
[39] J. Sobczak, Wolnoœæ s³owa w myœl litery prawa i w praktyce prasy lokalnej, w: Media lokalne a demokracja lokalna, op.cit., s. 65-66.
[40] Z. Bauman, op.cit., s. 189.
[41] Ibidem, s. 203.
[42] T. Goban-Klas, op.cit., s. 49.
[43] Por. B. Ja³owiecki, op.cit., s. 25.
[44] M. Skrzeszewski, op.cit.